Współuzależnienie wyniesione z domu?

Blonde girl fallingWitajcie!
Dziękuję Wam bardzo za indywidualne pytania, które mi przesyłacie poprzez stronę www.pelniazycia.pl. Cieszę się, że mogę Wam coś od czasu do czasu podpowiedzieć w konkretnych sytuacjach. Przez wspomnianą stronę nie otrzymuję adresu email związanego z zapytaniem, pytanie więc pozostaje w pełni anonimowe, a odpowiedzi na wybrane pytania udzielam właśnie w postaci artykułów w blogu. Zachęcam zatem zarówno do zadawania pytań poprzez stronę, jak i do kontaktu mniej anonimowego poprzez udział w konsultacjach i szkoleniach.

Dziś porozmawiajmy o wpływie domu rodzinnego na to, jak układa się nasze życie – i poszukajmy konstruktywnej odpowiedzi na pytanie, co można z tym zrobić.

Pani Justyno, mój problem jest złożony, wręcz powiem skomplikowany! Miałam partnera, z którym planowałam swoje życie, dowodem jest dziecko które niebawem przyjdzie na świat, ale niestety, zostałam przez niego pobita, i tak skończyła się się wspólna historia naszego życia. Jest jeden problem taki, czy ja chciałam się wyrwać z mojego domu, czy bardziej pomóc jemu, bo wiem teraz że był uzależniony, a ja od niego, czy też poprzez jego wyjście z domu rodzinnego. Podejrzewam ze wyniosłam to z domu, to współuzależnienie, moja mama jest jaka jest, ale jest straszna, kontroluje na każdym kroku, nic jej nie pasuje, staje się to wręcz denerwujące. Najgorsze, że jak się jej mówi że nas przytłacza (moją siostrę i mnie) mówi ze jest biedna i nieszczęśliwa. Moje pytanie jest takie, czy to może to być takie podłoże, że to się wyuczyłam się współuzależnienia od mojej matki? jak się tego wyzbyć? Dodam też, ktoś pojawił ktoś moim życiu mino tych zdarzeń, ale nie wiem czy to czy nie, mam mieszane uczucia, nie chodzi o niego, ale bardziej o mnie czy ja jestem wstanie podnieść się, czy powinnam go olać, i zając się sobą???

Przede wszystkim, rzeczywiście znalazłaś się w niewesołej sytuacji… Plusem jest natomiast to, że masz dziecko, które będzie się domagało szczęścia i normalności. Myślę, że Ono w bardzo dużym stopniu może wskazywać Ci drogę, o ile będziesz Go/Jej uważnie słuchać 🙂

Piszesz, że w Twoim życiu pojawił się ktoś. Bardzo ważne jest, kto to taki. Czy jest to osoba dobra w tej konkretnej chwili i sytuacji, czy też wyobrażałabyś sobie wspólne z nim życie – na całe życie? Czy jest to osoba, z którą jesteś w stanie rozmawiać o swoich potrzebach i która bierze je pod uwagę, nie zaniedbując jednocześnie swoich? Czy jest to ktoś dostępny emocjonalnie, fizycznie i społecznie? Czy jest to ktoś, kto mierzy się z przeciwnościami losu, a nie ucieka w alkohol, internet czy inne uzależnienia? Czy jest to ktoś, kto ma jakieś życiowe ambicje? Chce, żeby było coraz lepiej? Pomyśl o tym, kim jest ten człowiek i czy Ci odpowiada tak ogólnie. Jesteś młoda, pewnie ułożysz sobie życie tak czy inaczej. Ważne więc, czy tego konkretnego partnera widzisz jako partnera „na resztę życia”. Na pewno nie ma sensu odrzucać kogoś tylko dlatego, żeby zająć się pracą nad sobą. W związku człowiek rozwija się intensywniej – ważne, by był to związek z właściwym partnerem.

Z opisu wynika, że rzeczywiście mogłaś wynieść z domu rodzinnego wzorzec roli kobiety, który nie sprzyja tworzeniu szczęśliwej rodziny. Co więcej, jeżeli masz mamę „straszną”, możesz mieć trudności w radzeniu sobie ze stresującymi sytuacjami i z lękiem. Jeżeli byłaś pod stałą kontrolą, możesz mieć trudności z podjęciem dorosłej odpowiedzialności. Jeżeli Wasza mama powtarza, że jest nieszczęśliwa gdy tylko próbujecie się przebić z Waszymi potrzebami i spojrzeniem na świat, możesz łatwiej ulegać poczuciu winy, a także możesz mieć trudności z konstruktywnym domaganiem się uznania swoich praw, rozmawianiem o Twoich potrzebach i współpracą z innymi przy zaspokajaniu ich. Nie wiem, co z tego co piszę jest prawdą w Twoim przypadku, to musisz sama rozważyć – ja tylko podpowiadam.

Co możesz z tym zrobić? Podejścia są bardzo różne, dlatego być może najlepiej byłoby poszukać kogoś, z kim mogłabyś rozmawiać regularnie o swoich sprawach. Doradcę, terapeutę lub grupę wsparcia. Możesz też przyjrzeć się temu, co Ci najbardziej obecnie przeszkadza (na przykład spośród tych trudności, które wymieniłam powyżej) i zająć się rozwiązaniem tej jednej, konkretnej sprawy. Gdy trochę się tym zajmiesz, poprawi się całe Twoje życie, bo przecież jesteś całością 🙂

Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i życzę wszystkiego dobrego.
Justyna

One Response so far.

  1. Ania pisze:

    Witam. Coś w tym jest, co napisała autorka wiadomości. Ja także ostatnio przyglądam się sobie i szukam powodu współuzależnienia. Poruszając kwestię mamy – moja ma bardzo dobre serce i zawsze pomoże, ale odkąd pamiętam, kiedy zwracało się jej na coś uwagę lub krytykowało, to od razu łzy, atak serca i hasło – Ja przez was będę żyła 5 lat krócej – do mnie i rodzeństwa. Dzisiaj wiem, że to się nazywa szantaż emocjonalny. Nie wolno było mówić, co się myśli, czuje, a już na pewno się nie rozmawiało na ten temat. Mama miała ciężkie życie, staram się ją ostatnio mniej ostro oceniać. Ale chyba jednak to, co wyniosłam z domu miało duży wpływ na mnie. Dziś mimo, że mam swoją rodzinę i dom, wciąż roztacza skrzydła i gdyby jej pozwolić wszystko robiłaby za mnie, za nas, najlepiej za nas żyła. Często nie chcę pomocy w tej czy innej kwestii, wówczas się obraża, a ja mam poczucie winy. Kiedy przyjmę pomoc, oczekuje wdzięczności, do której ja się nie poczuwam, bo pozwalam jej na działanie albo dla świętego spokoju, albo dlatego, że widzę, że jej na tym bardzo zależy, lecz ja jej o to nie proszę. Takie błędne koło. Ona chce pomóc, by się sama lepiej poczuć, czuć się potrzebna, wręcz pokazać, jaka jest doskonała, a kiedy ja nie wykazuję zainteresowania, to się obraża. Przez tę jej „doskonałość” ja się często czuję gorsza, mam poczucie, że tego, czy tego nie umiem. Dlatego np. zawsze unikałam kuchni i gotowania, bo to jej scena do popisów. Nie chciała mnie czegoś nauczyć, lecz udowodnić, jaka jest w tym super. Przykładów możnaby mnożyć. Nie analizuję tego, by jej dokuczyć i wytknąć, co było lub jest nie tak. Jest w takim wieku, że się już nie zmieni. Doceniam to, że w ogóle jest i w razie czego, jednak mogę na nią liczyć. Robię to po to, by móc pracować nad sobą, by lepiej żyło się mi i mojej rodzinie. Kiedy znajdę powód tego, jaka jestem, łatwiej będzie mi się z tym rozprawić i pójść do przodu. To jest ten postęp, którego ostatnio dokonałam, przestaję obwiniać wszystkich wkoło o to, że jest jak jest, a skupiam się na sobie i szukam sposobu, by coś zmienić. Dzięki Justyno, że mogę o tym tu napisać, to też jest jakaś część mojej terapii:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *